Komisja Międzyzakładowa
NSZZ Solidarność MPK Łódź
29.06.2016
Dzień Dziecka Wrocław

Drodzy Państwo,
Chciałoby się rzec: „A czas sobie płynie banalnie tik-tak, powtórka z rozrywki …. o tak!” Minął rok a piernikowe ludki i serduszka z Torunia wciąż mam w pamięci i wspomnienia wracają w rodzinnych rozmowach. I wiem z całą pewnością, że tegoroczna wycieczka do Wrocławia z okazji Dnia Dziecka będzie wspominana długo, oj bardzo długo .
Chcąc studzić emocje i zapewnić przespaną noc swoim Dzieciom, elektryzującą wiadomość o wyprawie do zoo we Wrocławiu i Afrykarium przekazałam Im dopiero o 4 rano 21 maja. Tak jak przypuszczałam- efekt był piorunujący-nie było marudzenia przy wstawaniu i szykowaniu do wyjścia z domu. Perspektywa zwiedzania ogrodu zoologicznego i spotkania ze zwierzętami, w jakiś magiczny sposób wzbudziła jedynie obawy mojej rodziny czy zdążymy dotrzeć na zbiórkę na czas. Na szczęście się udało!
Podróż długa (choć to kwestia względna) ale wreszcie można było spokojnie patrzeć za okno i podziwiać przyrodę i całkiem sporo ekranów akustycznych . Ponieważ pogoda dopisywała nie zamartwialiśmy się aurą. Do celu dojechaliśmy około 9 rano, kiedy powietrze pachniało jeszcze porankiem. Na widok ogrodu zoologicznego w naszych Dzieciach wybuchła radość i z niecierpliwością czekał co dalej się wydarzy. Choć Organizatorzy zaplanowali wycieczkę z myślą o Dzieciach sądzę, że była ona niezłą gratką także dla dorosłych. Przede wszystkim za sprawą Afrykarium. Wielki kompleks architektoniczny robi wrażenie z zewnątrz, ale tłumy ciągną do niego, by obejrzeć co w sobie kryje. I tutaj czekała na Dzieci pierwsza (jak się później okazało z trzech) niespodzianka. Pozowały do zdjęć, które nanoszone były na pamiątkowe kubki. Fajna pamiątka, która jest doskonałym pretekstem do rozmów o naszej wycieczce.
Wróćmy do Afrykarium…. Trudno byłoby wymienić wszystkie zwierzęta w nim mieszkające. Z całą pewnością można powiedzieć, że Afrykarium to wielka atrakcja dla akwarystów i miłośników życia w morzach i oceanach. Piękne , olbrzymie zbiorniki wypełnione hektolitrami wody, zaaranżowane tak by prezentować dość wiernie naturalne środowisko życia wielu zwierzaków, na przykład wielobarwnych ryb wprawiających w zachwyt . Uwagę wszystkich przykuwał hipopotam nilowy i to nie za sprawą swej tuszy, ale raczej gracji i wyjątkowego wdzięku emanujących od pływającego olbrzyma. Achom i ochom nie było końca. Bo mieszkańcy Afrykarium są właściwie na wyciągnięcie ręki. Szczególnie dużo wrażeń wzbudził spacer szklanym tunelem, który umożliwił obserwację pływających ponad głowami płaszczek. Czułam się trochę jakbym oglądała je na ekranie telewizora . Odniosłam wrażenie, że nawet klimat panujący w Afrykarium, z wysoką temperaturą i bardzo dużą wilgotnością powietrza, nie stanowił problemu dla samopoczucia Dzieci. Tymczasem my dorośli z przyjemnością przyjęliśmy powiew świeżego powietrza.
Na szczęście zaplanowano krótką przerwę i odpoczynek na świeżym powietrzu, co jak się miało wkrótce okazać nie było przypadkowe. Bowiem każde Dziecko obdarowano „słodkim” pluszakiem. I w ten sposób nasza rodzina powiększyła się o lwa, tygrysa i gaparda (chyba , bo z identyfikacją tego ostatniego mam najwięcej trudności). Z uśmiechem patrzyliśmy na radość malującą się na twarzach dzieci- nawet Tych całkiem sporych.
Wytchnienie od męczącego słońca znaleźliśmy w restauracji (na terenie zoo), gdzie poczęstowano nas pysznym obiadem. W tym zacienionym i chłodnym pomieszczeniu wymienialiśmy pierwsze wrażenia.
Dopełnieniem wyprawy był spacer po Starówce, wśród tłumu turystów i miłośników atrakcji oferowanych w sobotnie popołudnie w centrum miasta. Nie mogę zapomnieć o bardzo wielu krasnoludkach, które skradły serca Dzieci. Figurki tych maleńkich postaci spotykaliśmy na Starówce to tu to tam-między innymi na parapetach okien czy chodnikach. Ach! I jeszcze kawa i słodkie desery w sympatyczny towarzystwie w zacisznej kawiarni na Rynku – pełnia szczęścia .  
Zanim pożegnaliśmy Wrocław, Dzieciom wręczono paczki ze słodyczami, które pozwoliły Im się pokrzepić i zapomnieć o całodniowym zmęczeniu. I nie wiem czy to złudzenie, ale odniosłam wrażenie, że „długonożni” dorośli wracali do Łodzi bardziej zmęczeni niż ich pociechy. Nasze dzieci jeszcze pełne energii w autokarze i samochodzie w drodze do domu, zasnęły dopiero na skrzyżowaniu przed naszą kamienicą .
Było super!!! Dziękuję w imieniu dzieci! Wiwat Organizatorzy! Bo dzięki Wam…. Afryka dzika w sobotę odkryta - Wrocław Welcom to! 
 
                                                  Magdalena G.